MARK

MARK

7.4.2017 / godz. 9:00 / Brat

Dziś oboje jesteśmy dorośli. Widzimy błędy i patologię jaka nas spotkała.
Zawsze odbierałem go jako typową maskotkę rodziny (ten ładniejszy chłopczyk, oczko w głowie mamy, duma taty) i zazdrościłem mu tego, że ominęła go cała ta odpowiedzialność za przetrwanie każdego dnia, poczucie winy, wstyd i zażenowanie, które spotkały mnie w domu rodzinnym.
Po latach dowiedziałem się, że i on nie miał kolorowych dni i codziennie żył w skrywanym głęboko strachu.


foto z 1993 roku.

 

Jonasz powiedział mi, że całe dzieciństwo rodzice jechali mu po psychice.
Żył w strachu, że gdy znudzi się rodzicom to go zabiją, w czym często był utwierdzany słowami: "Mark będzie udawał was oboje i nikt nie zorientuje, gdy Ciebie zakopiemy w lesie".
Zwierzył mi się, że ojciec szantażował go często, że jeśli nie będzie posłuszny, to sobie go wymieni na mnie, a on skończy poniewierany jak ja.
Gdy zrobił coś źle, uświadamiali mu, że skatują za to mnie i to będzie tylko i wyłącznie jego wina, bo on jest niegrzeczny. Z płaczem wyznał, że kradł dla mnie jedzenie i chował je w pokoju, a gdy został na tym przyłapany ojciec z matką nalali lodowatej wody do wanny i ziębili go wiele godzin, by ugasić jego zapał.
Był zmuszany do milczenia - nie mógł w domu bez pozwolenia odzywać się, bo gdy próbował to ojciec siła otwierał mu buzie i pluł do ust.
Zdradził mi, że ojciec po pijaku nas w ogóle nie odróżniał i wymyślił, że sobie oznaczy Jonasza nacinając mu nożem głęboki pasek na plecach, żeby zdejmując spodnie czy bluzkę omyłkowo go nie bić.
Jonasz wyznał mi wiele. Płakał i trząsł się z zimna.Tragedia. Ogromna tragedia! Brata jest mi żal bardziej niż siebie. Gdy o tym wszystkim myślę, dziś odczuwam wyjątkowo silną pokusę by iść udusić ojca! Poważnie! Mam w głowie nieobliczalne myśli!

17.3.2017 / godz. 7:00 / Brat

Jaki dziwny zbieg okoliczności. Prawie, gdy dziś rano byłem w swoim smutku zdecydowany na definitywne zakończenie tej nierównej walki w moim życiu... Gdy decydowałem, które drzewo wybrać na swój krzyż, pojawił się on, nagle jak Anioł - moj brat bliźniak. Zadzwonił, żebym go do pracy podrzucił, bo jego samochód nie odpala i już jest spóźniony. I tak oto mój plan rozmył się w powietrzu. No bo co mialem mu powiedziec? "sorry stary, nie dziś, bo chce sobie odebrać życie"? Eh, dobrze się stało. Widocznie to jeszcze nie ten czas ;)

12.3.2017 / godz. 11:32 / Brat

Mam brata, a cały czas czułem się w domu jak sierota. Robiłem wszystko jak najlepiej umiałem, by rodzice zwrócili na mnie uwagę, ale byłem dla nich przezroczysty. Od urodzenia czułem, że dla rodziców jestem obciążeniem, a nie błogosławieństwem. On był chciany, planowany i oczekiwany. Ja po prostu byłem tym drugim, który nie wiadomo skąd się wziął. Niepotrzebnym ciężarem, mnożącym wydatki pasożytem. Nagle trzeba było dokupić drugie łóżeczko, komodę, butelkę, kolejne niemowlęce ubranka. Jeden pokój zamiast dla jedynaka stał się ciasnym pomieszczeniem z powodu drugiego, niechcianego dziecka. Pomnożyły się wydatki, ojciec się wściekał, bił mamę, a mama mnie. Mama płakała i wyzywała mnie, że to przeze mnie ojciec się rozpił. Miało mnie nie być! A trzeba było kupić drugą paczkę pieluch i dodatkowe opakowanie kaszki. Bratu kupowali chętnie ładne przedmioty, zabawki, ubranka. Mnie nie. Jeśli się domagałem czegoś dostawałem gorsze, mniejsze lub wcale. Gdy płakałem nie reagowali. Nauczyłem się znikać, nie płakać, nie chcieć niczego, bo wiedziałem, że zostanę za to ukarany. Po latach, przykro mi jeszcze bardziej z powodu tamtego stanu.

12.3.2017 / godz. 11:25 / Brat



Ojciec zawsze uciszał mnie, kiedy głośniej mówiłem. Jeśli ośmieliłem się podnieść na niego głos, bił mnie prawie do nieprzytomności. Szybko nauczyłem się, jak nie wchodzić mu w drogę. Jeśli nie do końca mi się to udało, wtedy on się wściekał, bił pasem matkę (że mnie źle wychowała), a ja czułem się jeszcze gorzej z powodu awantury, której byłem powodem. W rezultacie nauczyłem się przebywać poza domem jak najdłużej. Rano wychodziłem do szkoły wcześniej (bez śniadania, bez kanapek), aby opuścić dom, zanim ojciec się obudzi. Nadal pamiętam tamtą samotność, którą czułem siedząc sam na szkolnym korytarzu, czekając codziennie rano, aż pojawi się ktoś z klasy. Najśmieszniejsze jest to, że moi rodzice nawet nie zauważali, że wciąż mnie nie ma. Mama później przyprowadzała brata. Ojciec czekał w samochodzie. Wtedy tworzyli piękną trójkę, cudowny model rodziny, którego pragnęli. Tata, mama i syn. JEDEN syn.

Wtedy dostrzegł mnie mój najukochańszy obecnie przyjaciel - PAN WOŹNY. Opiekował się mną codziennie, na każdej przerwie i rano, kiedy jako pierwszy zaraz po nim przekraczałem próg szkoły. Przynosił mi śniadania, sadzał w swoim kantorku i wycierał łzy. Którejś jesieni przyniósł czapkę i szalik, zimą nowe kozaki, wiosną fajny plecak, latem... Hm... bałem się lata i wakacji, że przez dwa miesiące jego nie będzie. Pokazał mi gdzie mieszka (naprzeciw szkoły prawie) pierwszy raz gdy go odwiedziłem, któregoś dnia po lekcjach, zabrał mnie do lekarza, a później smarował siniki kremem i obiecywał lepszą przyszłość. Dotrzymał słowa.

ARCHIWUM:

2018
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

KATEGORIE:

Praca (25)
Refleksja (25)
Spokój (22)
Ludzie (22)
Dół (15)
DDA (12)
Ojciec (10)
Lęk (9)
FILMY Sport (5)
Sąsiedzi (4)
Kamienica (4)
Brat (4)
Psychiatra (1)
Foto różne (1)