MARK

MARK

30.4.2017 / godz. 20:05 / Ojciec

Wiedziałem, że do tego dojdzie prędzej czy pozniej. Jestem w szpitalu, bynajmniej w pracy. Miałem starcie z ojcem przykre w skutkach. Nie czuje sie najlepiej, a psychika - wrak.

28.4.2017 / godz. 21:16 / Ojciec

Boję się. Ojciec wygraża mi się bardzo. Kawał nieobliczalnego skurwysyna z niego. Czuję się rozbity. Tyle osiągnąłem, tyle wywalczyłem, a to wszystko potrafi zostać zmiażdżone jego pijackim bełkotem. Tak bardzo się staram by odzyskać silę i namiastkę normalnego życia, a tu na nowo cios, cios, cios. Mój ojciec to psychopata. Poważnie. Przez to co on wyczynia zawsze będę się czuł sparaliżowany strachem jak bezbronne dziecko. Nie widzę dla siebie żadnej nadziei.

19.3.2017 / godz. 12:30 / Ojciec

To się musi skończyć. Ta pieprzona rozgrywka szachów.
Gram z nim, ale ewidentnie nie pozostawia mi już innego ruchu.
Wszystkie moje pionki blokuje. Pat. Poddaję się. Koniec. Przegrałem. I OK!
Daję sobie spokój. Czas pójść dalej i zająć się swoim życiem i swoimi myślami.

13.3.2017 / godz. 7:30 / Ojciec

Często czuję się jak bojownik, który przetrwał. Gdybym musiałbym przechodzić drugi raz to samo, strzeliłbym sobie w
głowę. Nie mam absolutnie pojęcia jak, jako dziecko, przetrwałem w takiej chorej rodzinie, w takim zamieszaniu, chaosie i nerwach. Czuję się jak żołnierz po długotrwałej wojnie: zmęczony, bezsilny i zły... Zrozpaczony zobaczywszy obraz po wojnie.

28.2.2017 / godz. 20:00 / Ojciec

Wróciłem. Nasłuchałem się co prawda od ojca, że jestem zerem, śmieciem, że nikt mnie nie chce i nikt nie kocha... Dodatkowo musiałem "wykupić" swoją pocztę i rachunki (które jako, że jestem właścicielem przychodzą na adres zameldowania), za kwotę "pół litra na wódkę". Straszne. Karmię potwora. Obeszło się bez przemocy fizycznej, popychania, uderzeń pięścią w plecy, wyszedłem z pobytu tam cały i zdrowy. Zdrowy fizycznie. Jedynie dusza trochę krwawi.

28.2.2017 / godz. 15:30 / Ojciec

Jadę na spotkanie z ojcem. Musze rachunki z mojego mieszkania odebrać (tego własnościowego). Będę miał z nim znów starcie. Stres mnie paraliżuje. Boje się czy będzie się awanturował, czy będę musiał się nasłuchać, że jestem nikim... czy mnie nagle czymś nie uderzy. Bicia się boję najbardziej. Jak w dzieciństwie. Nie mam odwagi mu oddać. Zresztą chyba nie o to chodzi, by dać mu satysfakcję, że tracę nad sobą kontrole i staje się taki jak on.

21.2.2017 / godz. 22:33 / Ojciec

Zostałem nazwany dziwką i uderzony w głowę i twarz jakimś przedmiotem. Kilka razy. Mam nadzieję, że nie będę miał śladu. Boli... Obecnie (22:35) przykładam lód w potłuczone miejsca i zastanawiam się co dalej? Co dalej...?

16.2.2017 / godz. 0:00 / Ojciec

Boję się. Ojciec wygraża mi się bardzo. Kawał nieobliczalnego skurwysyna z niego. Czuję sie rozbity. Tyle osiągnąłem, tyle wywalczyłem, a to wszystko potrafi zostać zmiażdżone jego pijackim bełkotem. Tak bardzo się staram by odzyskać silę i namiastkę normalnego życia, a tu na nowo cios, cios, cios. Moj ojciec to psychopata. Poważnie. Przez to co on wyczynia zawsze będę się czuł sparaliżowany strachem jak bezbronne dziecko. Nie widzę dla siebie żadnej nadziei.

8.2.2017 / godz. 6:42 / Ojciec

Współpracowałem z lekarzem onkologiem. Byłem przygnębiony swoją obecną sytuacją na tyle, że w chwili gdy lekarz rzucił w moją stronę żartem: "coś taki markotny, świat Ci się skończył?", odpowiedziałem: "tak, mam myśli samobójcze". On potraktował to oczywiście jako żart, po czym dodał: "patrz ile tu ludzi ze złośliwymi nowotworami, nie jeden by się z Tobą zamienił".
Ja też mam raka – to mój ociec. On sieje spustoszenie w mojej głowie i sercu. On codziennie mnie zatruwa swoim jadem, powoli, bym moja dusza umierała stopniowo w mękach. On jest niezniszczalny, a każda podjęta próba zneutralizowania go kończyła się dla mnie porażką i wielkim bólem, jak po źle zniesionej chemioterapii. Zajmuje miejsce w moim życiu, jak rak w ciele chorej osoby, nie pozwala na wolność i radość. Fakt, mieszkam już teraz sam (płacę z to ciężko swoją krwawicą), a mimo to czuje lęk idąc chodnikiem, czy on nie czeka za rogiem. Jak rak – nie pozwala mi snuć planów na przyszłość, bo nie wiadomo co przyniesie kolejny dzień. Od osoby chorej na nowotwór odsuwa się większość znajomych, którzy nie potrafią nieść z chorym ciężaru choroby. U mnie jest podobnie – mało kto jest wytrwały przez tyle lat towarzyszyć mi w tym ciemnym labiryncie. Mój rak mnie wyniszcza, osłabia, nie mogę jeść, wymiotuję, tracę na wadze. Mam bladą lub nawet czasem siną skórę. Nocami mi duszno, jakby on siedział na mojej klatce piersiowej. Mam koszmary. Wstaję wystraszony i niewyspany. Ze zmartwień miewam gorączki z jednoczesnym uczuciem zimna. Też z powodu swojego raka chodzę do dwóch lekarzy, może wkrótce i do trzeciego. Lekarstwa nie ma.
Różnica u osoby faktycznie chorej nieuleczalnie na nowotwór, a u mnie jest taka, że ja nie mam bliżej określonego czasu zakończenia swojego cierpienia. Co nas łączy? – brak nadziei. Na końcu przegrana.

11.1.2017 / godz. 0:00 / Ojciec

Ojciec to mój wróg. Muszę nauczyć się głośno nazywać rzeczy po imieniu.

ARCHIWUM:

2018
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

KATEGORIE:

Praca (25)
Refleksja (25)
Spokój (22)
Ludzie (22)
Dół (15)
DDA (12)
Ojciec (10)
Lęk (9)
FILMY Sport (5)
Sąsiedzi (4)
Kamienica (4)
Brat (4)
Psychiatra (1)
Foto różne (1)