MARK

MARK

15.5.2017 / godz. 9:06 / DDA

Jestem po kolejnym spotkaniu DDA. Wałkujemy ciągle moje lata 4-6.
W dzieciństwie moi rodzice, a szczególnie mama, potrafili najpierw na mnie krzyczeć lub obrażać mnie, a po chwili przyjść i z czułością zapraszać mnie do stołu lub pytać czy dobrze się czuję? Jakby się nic nie stało.
Jak mogłem się czuć dobrze? Czułem się oszukany! Nic nie rozumiałem. Miałem w głowie jedno, wielkie uczuciowe zamieszanie. Ten dystans, ta przepaść między ich krzyczeniem a życzliwością był dla mnie ogromnie niezrozumiały.

11.5.2017 / godz. 20:09 / DDA

Terapia i blog trwa. Minęło prawie 5 miesięcy. Przejrzałem wstecz swoje 172 wpisy - totalny Roller coaster! 3 razy chciałem umrzeć, 1 raz było blisko (poranek, 17.03.2017), wiele stresów, co najmniej 2 razy w miesiącu myślałem, że ojciec mnie zabije, bezmyślnie, na własną rękę brałem różne leki jak słodkie draże, zacząłem swoją przygodę z siłownią, były burze w pracy łącznie z rozsyłaniem CV po innych Szpitalach, mogłem liczyć na Wincenta, przypadkiem zyskałem dziewczynę, zostałem przyszywanym ojcem, rzuciła mnie Kaśka. Czas leci mi między palcami, nie mam nawet pojęcia gdzie. Na terapii przechodzę kolejne kroki zadań narzucanych podczas spotkań i czuję pewną ociężałość. Trudno to określić, to coś na kształt bólu głowy od hałasu. Powrót do dzieciństwa uruchomił też pewną falę, której się obawiałem... Wspomnienia z dzieciństwa wpadają do mojej głowy w każdej chwili, przypominam sobie najmniejsze szczegóły. Nigdy wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że pamiętam tak dużo z czasów, gdy miałem 3-6 lat. Rany.

5.4.2017 / godz. 19:50 / DDA

Dostałem wstępny wynik analizy mojej psychiki, które odbyło się w formie testu na ostatnim spotkaniu DDA. Wynik wykazał, ze posiadam duże poczucie odpowiedzialności, odczuwam osamotnienie, ciągłe zmęczenie, cechuje mnie nieumiejętność odpoczynku i zabawy, mam skłonność do zamartwiania się na przyszłość, skłonności do kontrolowania życia, perfekcjonizm, skłonność do zabiegania o czyjąś akceptację i miłość. Tak, zgadzam się i aż boję się dalszego wyniku. Widzieć, słyszeć taką prawdę jest mega przykre. Martwi też mnie kolejna część - praca nad tym, zmiany, kolejne kroki... Boje się, że zabranie mi sił i zawiodę siebie. Póki co czekam na kolejne spotkanie terapeutyczne DDA.

10.3.2017 / godz. 12:44 / DDA

Czegoś bardzo dziwnego dowiedziałem się na wczorajszym spotkaniu DDA...
Skoro jestem krzywdzony, więc i ja wg "naturalnego" schematu, który w moim przypadku jest usprawiedliwiony, powinienem krzywdzić innych, a już szczególnie bliskich – tak twierdzi Terapeutka DDA.
Powinienem? Krzywdzić? Usprawiedliwiony?... Jestem oburzony i w głowie mi się to nie mieści!
Przez wiele lat byłem karmiony takim gównem rodzinnym, że ok, mam teraz prawo kipieć złością i walić w worek treningowy, ale żadne bagno nie daje mi prawa krzywdzić innych. Uważam, że Terapeutka DDA źle mnie prowadzi otwierając furtkę i dając usprawiedliwione prawo do wyżywania się na innych, by sobie "ulżyć" i "szlifować reakcje obronne". Chyba czegoś nie rozumiem... Jakie reakcje obronne?! Hello. Przecież ranienie innych to słabość! Przemoc niszczy uczucia, zaufanie, miłość, ludzi, piękno. Nikt nie zasługuje na bycie bitym i upokarzanym. Wiem to najlepiej.

19.2.2017 / godz. 12:24 / DDA

Jestem wściekły! Terapeucie na spotkaniu DDA, nie podobają się moje relacje z przyjacielem. A to ciekawe, co?
Mając dużo starszego przyjaciela zostałem posądzany o konflikt edypalny polegający na zaspokajaniu nieobecności ojca osobą starszego przyjaciela. Jeśli nawet to prawda, to co? Zbrodnia to jest? Ojciec nie poświęcił mi żadnego dobrego czasu, nigdy nie wyszedł na przeciw moim potrzebom, poniżał i maltretował.
Mój przyjaciel wspierał mnie gdy byłem nieletni przez wytworzenie dobrej i wspierającej relacji emocjonalnej pomiędzy dzieckiem, a dorosłym. Był moim mentorem, stanowił dla mnie wzór do naśladowania, pomagał mi organizować czas wolny, dawał wsparcie edukacyjne, pomagał w rozwiązywaniu mniejszych i większych problemów, wysłuchiwał i bronił przed biciem.
A teraz dowiaduję się na Terapii DDA, że to nie zdrowa relacja, bo zbyt duża różnica wieku nas dzieli. I dopytywano mnie, czy aby nie byłem w jakiś sposób molestowany przez niego w dzieciństwie... Hello...!? Bo w pysk dam za takie słowa! Facet 16 lat pilnował bym nie został narkomanem i nie skoczył z bloku, kiedy ojciec mnie gonił z nożem. Chodził na zebrania i podpisywał wyjazdy na wycieczki szkolne i kolonie, a ojciec w czasie mojej nieobecności nie zorientował się, że mnie 2 tygodnie w domu nie było. Tak, pomieszkiwałem u niego i tak, karmił mnie, dostarczał witamin i dzięki niemu mam 180 cm wzrostu, a nie 160 z niedożywiania. Leczył mnie kiedy byłem chory, jeździł ze mną po lekarzach. Był cierpliwy w okresie dojrzewania i mojego buntu. Pomagał w odrabianiu lekcji, wspierał bym poszedł do liceum, a nie do zawodówki, nie odpuszczał w przygotowaniach do matury. Czytał mi książki. Dawał pieniądze, gdy chciałem gdzieś wyjść z kumplami. Kupował ubrania i buty. Tak, to dzięki niemu zawsze miałem suche buty. Leczył prywatnie moje zęby. Boże, długo by wymieniać... On jest moim bohaterem, moim filarem. Bez niego bym upadł. I co z tego, że jest stary? Gdyby nie różnica wieku i jego możliwości z racji wieku i zainteresowanie mną, jestem pewny, że byłym teraz na miejscu ojca, albo ś.p. matki. Jest stary, ok i dobrze, teraz ja się mu rewanżuje za dobre dzieciństwo i za poświęcony czas. Za miłość. To ja zabieram go na wycieczki i opiekuję się jeśli jest chory, zabieram go do jego rodziny, która mieszka na drugim końcu Polski. Wiosną, latem jesienią pomagam w ogrodzie. Pilnuje jego psów i jeżdżę z nimi do weterynarza. Kupuję mu jedzenie i zabieram do kina. Będę mu do śmierci wdzięczny, za wszytko. 
Zrezygnuję z Terapii DDA, jeśli jeszcze raz usłyszę, że powinienem zakończyć naszą przyjaźń. 
(foto 07/2016)

9.2.2017 / godz. 6:30 / DDA

Waham się czy przyznać się podczas terapii DDA, że miałem myśli samobójcze. Teraz wystarczy tylko coś wspomnieć w tym temacie, a zaraz niepotrzebnie się interweniuje: włącza leki psychotropowe, psychoterapie, szpital psychiatryczny... Właściwie, to faszerują prochami i zamykają ofiary przemocy, które szukają porady, a chorzy sprawcy, tyrani zostają poza kontrolą. Miałem pół roku praktyk w Szpitalu Psychiatrycznym. Wiem co tam się dzieje. Moja osobista opinia jest taka, że tam nie leczy się tylko truje i gnębi ludzi. To wstyd, że istnieją miejsca gdzie można trafić i zostać zamkniętym za powiedzenie czegoś nieodpowiedniego.
Samo leczenie farmakologiczne w Poradni Zdrowia Psychicznego? - leki psychotropowe w takim przypadku zapewne mają pełnić na siłę rolę "dodania barw i przedłużacza życia". Nie wiem czy to jest odpowiednie podejście. Choć słyszałem o ludziach, którzy (niby) właśnie dzięki lekom dostali drugą szansę na szczęśliwą egzystencje. Na razie mam zamiar wypróbować to na własną rękę. Dziś wypiszę sobie receptę. Zażyję.

7.2.2017 / godz. 8:52 / DDA

Mam świadomość tego, że podczas indywidualnej terapii DDA powinienem zgłosić myśli samobójcze oraz silnie obniżony nastrój. Resztki rozsądku mi to podpowiadają. Boję się jednak do tego przyznnać, bo podejrzewam, że Terapeuta przekieruje mnie do Poradni Zdrowia Psychicznego celem leczenia zaburzeń psychicznych, a tam prócz zebrania wywiadu i postawienia diagnozy zapewne przepiszą mi leki psychotropowe, których na obecną chwilę nie mam ochoty zażywać. Nie chcę się wygłuszać, wyciszać i uspokajać, bo przestanę wtedy racjonalnie myśleć. Nie jestem bezrobotny, bez zobowiązań, bym w pełni depresji mógłbym sobie pozwolić leżenie na łóżku, patrzenie w sufit i płacz całymi dniami. Nie mam też zatroskanych bliskich, którzy by mnie utrzymywali gdy ja zaniemogę, płacili rachunki i podawał pod gębę jedzenie na czas ciągnącego się leczenia na psychotropach. Musze pracować, płacić dwa czynsze, dopilnowywać wielu spraw w pracy, organizować dni, by przetrwać. Przede wszystkim czuję, że to nie ja powianiem się zjawić w PZP, a mój ojciec psychopata. Niestety na zwyrodnialca nie ma nikt siły. Za to ja czuję się coraz to gorzej. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, podejrzewam, że to przez bieżące sprawy, sytuacje, które ojciec mi gotuje, a im dłużej nie mam z nim kontaktu (np. tydzień) to po tym pada od niego mocniejszy cios. Prawo Polskie jet takie, że zawsze będzie chroniło bydlaków i katów (mopsy, zapomogi itp.) Uprzejmie Panie z MOPS oraz innych instytucji z miłą chęcią pomogą biednemu tatusiowi napisać pismo do Sądu w sprawie narzucenia alimentów na dziecko, bo ono go utrzymywało. Zawsze to ofiara będzie uciekać, wyprowadzać się, bać, będzie pociągana do odpowiedzialności utrzymania alkoholika brutala. A w razie np. bezrobocia na ofiarę zostanie nałożona kara od uchylania się od podjęcia pracy (niby by uchylać się przed alimentami na tatusia), a dodatkowo dług alimentacyjny z odpowiednim procentem – będzie rósł mino to. W rezultacie na koniec gdy zestarzały tyram już nie będzie umiał sobie sam podetrzeć dupy – Sąd narzuci obowiązek opieki nad biednym, schorowanym doświadczonym życiowo tatusiem i wpierniczy go nakazem do domu krzywdzonego dziecka i jego rodziny. No chyba, że ma się 4 tysiące na miesiąc aby opłacać pobytu w Domu Opieki. Ja nie mam.
Myślałem ze uczestnictwo w DDA po miesiącu mnie uzdrowi, postawi na nogi, doda skrzydeł by działać, myśleć o sobie, nie bać się ojca, by zacząć nosić głowę wysoko, wyprostować się... a tu się okazuje, że otwieranie blizn będzie trwało minimum ze 2 lata. Każde spotkanie kończy się tym, że czuję się jak zbite pasem do krwi dziecko w kącie ciemnego pokoju. Czuję się opuszczony. Bezsilny. Źle mi strasznie na sercu.

3.2.2017 / godz. 17:48 / DDA

Zawsze byłem chłodny i opanowany, gdy zdawałem przyjacielowi relacje z sytuacji domowych. Myślałem, że podczas uczestnictwa w Terapii DDA złe duchy przeszłości nie wyciągną do mnie swoich łap i nie zaczną prać w mojej głowie "tamtych" spraw aż tak boleśnie. Byłem w błędzie. Nie da się tak łatwo porzucić starego życia, stworzyć za sobą linię typu "było, minęło". Okropnie się czuję.

1.2.2017 / godz. 20:21 / DDA

Chcę wreszcie pozwolić sobie na smutek. Nie chce mi się już udawać i pokazywać, jaki to zabawny, przepełniony szczęściem ze mnie chłopiec. Serdecznie dość mam tego sztucznego, cholernego humoru, który w żadnym wypadku nie odnosi się do mojego stanu psychicznego. Już zapomniałem jak to jest skończyć z udawaniem i pokazać komuś, że tak naprawdę wcale nie jest mi do śmiechu, że mam dość wszystkiego i cholernie się boję. Czego? Wszystkiego, ogólnie (i nie ogólnie) rzecz ujmując. Nie mam ochoty na uśmiech, nie mam ochoty na maski. Moje wahania nastroju, jak już zauważyłem, zmieniają się przynajmniej 5 razy w miesiącu, tak jakbym raz był tutaj, a raz tam. Jakbym żył w kilku osobach i w końcu jedna się męczy i wypycha do działania tą drugą. Cholera. Chcę spokoju. Dlatego uczestniczę w Terapii Dorosłych Dzieci Alkoholików.

30.1.2017 / godz. 17:01 / DDA

Czasami wyobrażam sobie, że spotykam kogoś szczerego i dobrego dla mnie. Mam wtedy przeogromną chęć się do niego przytulić, tak mocno, że aż
staja mi łzy w oczach.
W realnym świecie jest zupełnie inaczej. Nie pozwalam innym na dotyk. Nie lubię, gdy się mnie dotyka, muska. Gdy mnie ktoś tym zaskoczy, później czuję niechęć do tej osoby, wstręt, zdegustowanie tym co robiła. Patrzę na nią zimno i w jednej chwili się zamykam - jestem jak kamień - nieruchomy, zimny i nic nie czujący. Za poklepywanie mnie po plecach mam ochotę dać w mordę. Wolę uścisk ręki (mimo, że może być fałszywy), ale widzę przynajmniej wtedy całą osobę przed sobą, wiem gdzie są jej ręce, wiem co ona robi. Czasem potrafię zmusić się też do obejmowania / przytulania na "zawołanie" lub z jakiejś okazji, np. podczas składnika życzeń. Wtedy czuję się niekomfortowo. Trochę inaczej jest gdy ktoś mnie obejmuje ramieniem i coś do mnie mówi. Czuje się wtedy jak małe, chwalone dziecko. To mogę przyjąć i lubię to.

17.1.2017 / godz. 0:00 / DDA

Tak, przychodzi czas, kiedy trzeba odsłonić swoje słabości. Gdy tajemnic nie da się dłużej ukrywać. Gdy samotności nie da się już zaprzeczać. Gdy ból już nie może być ignorowany.

16.1.2017 / godz. 21:30 / DDA

Uczestniczę w terapii DDA (indywidualnej i grupowej). Przepracowywanie urazów z dzieciństwa, zdejmowanie ciężarów – to jest straszne. Mój ojciec alkoholik (aktualnie zdrowy, energiczny 60-latek) zniszczył mi życie. Zabrał mi spokój, pozbawił poczucia bezpieczeństwa, zaburzył awanturami miliony wieczorów i poranków. Pozbawił mnie znajomych. Przeszkodził w samorozwoju. Zgotował mi kłopoty w szkole, rozchwiał moją umiejętność budowania relacji międzyludzkich. Sparaliżował strachem sen. Zamącił tyle Świąt, okazji, urodzin, wakacji, ferii, dni z mamą. Zajął moje własnościowe mieszkanie, z którego jako ofiara, oczywiście dobrowolnie odszedłem (te mieszkanie ja nadal utrzymuję z nim zamieszkującym w środku), a sam poniewieram się po wynajmach i cudzych kwaterach. Czekam aż umrze, wtedy wrócę do mojego mieszkania po mamie. Pracuje codziennie po 12 godzin, by wszystko utrzymać. Nie mam czasu by znaleźć dziewczynę, bo padam na twarz. Życie towarzyskie ledwo zipi, przyjaciel odstawiony na dalszy tor. I nawet teraz, kiedy już nie oglądam codziennie tego ochlanego pyska, jego pijacki cień zabiera mi mój cenny czas. Ja, osoba niepijąca, normalna, zamiast odpoczywać po pracy i cieszyć się resztą dnia… spędzam 2 godziny, dwa-trzy razy w tygodniu na terapii DDA rozgrzebując tragiczną przeszłość jaką mi zgotował. Przeżywając to wszystko na nowo. Przez jego pijaństwo. Przez niego. Nawet teraz, gdy już się usamodzielniłem, on ciągle kradnie mi życie.

ARCHIWUM:

2018
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

KATEGORIE:

Praca (25)
Refleksja (25)
Spokój (22)
Ludzie (22)
Dół (15)
DDA (12)
Ojciec (10)
Lęk (9)
FILMY Sport (5)
Sąsiedzi (4)
Kamienica (4)
Brat (4)
Psychiatra (1)
Foto różne (1)